Powrót do strony głównej.                  Powrót do poprzedniej strony.
 

Jamboree


 


    Nasza Wyprawa była imprezą towarzyszącą XIX Światowemu Jamboree Skautowemu w Chile. Jamboree Światowe to sztandarowe przedsięwzięcie WOSM, organizowane co 4 lata, cyklicznie na kolejnych kontynentach. Uczestniczą w nim reprezentacje wszystkich członkowskich organizacji skautowych, tym razem było to ok. 30 tysięcy młodych ludzi, nie licząc osób odwiedzających tylko teren zlotu. Było to pierwsze po wojnie Jamboree, w którym Polacy wzięli udział jako pełnoprawni członkowie WOSM, dlatego mimo ogromnej odległości polska reprezentacja liczyła ponad 150 osób (11 z Krakowa).

    Jeszcze przed wyjazdem z Polski uzgodniliśmy z organizatorami termin odwiedzin - 2.01.1999. Okazało się nawet, że zdążyli przesłać nam do Polski wejściówki. 
    Z Santiago dojechaliśmy do Hacjendy Picarquin wynajętym busem, załatwianym przez Karin, instruktorkę z Santiago. Powrót mieliśmy jakoś już sami zorganizować. 
    Doceniliśmy nasze wejściówki, gdy zobaczyliśmy kolejkę przed bramą wejściową - skautów z różnych stron świata, którzy też chcieli złożyć tylko krótką wizytę. A jeszcze bardziej je doceniliśmy, gdy okazało się, że nie sposób skorzystać z punktu informacyjnego, bo tuż obok niego ekipa z bębnami wprawiała w dobry nastrój rozśpiewaną (rozkrzyczaną?) grupę południowców.
    Według planu mieliśmy przez 4 godziny oglądać Jamboree pod opieką tutejszych przewodników, a potem w czasie wolnym odwiedzić polską reprezentację i dopchać się do Internetu. Tymczasem jako grupa "niehiszpańskojęzyczna" wzbudziliśmy popłoch wśród Chilijczyków i po krótkich konsultacjach zdecydowali się na przekazanie nas pod opiekę ... Polakom. Doprowadzili nas tylko do Llaveterii, miejsca, gdzie prezentowały się wszystkie narodowości uczestniczące w Jamboree, do polskiego stoiska i uciekli.
    Powitania, pamiątkowe zdjęcia, wyznaczenie godziny i miejsca zbiórki, dobre rady od bywalców i dzielimy się na grupki, wg zainteresowań.
    Trudno opisać ten pobyt - każdy oglądał co innego, spotykał innych ludzi. Jedyne co wspólne, to objadanie się owocami - w wielu punktach na terenie zlotu znajdowały się stoiska gdzie rozdawano świeże owoce, tuż obok ujęć zimnej, smacznej wody. 
    Obejrzeliśmy Llaveterię, kupiliśmy różnego rodzaju pamiątki ze Zlotu, Komendant polskiego kontyngentu - Piotr Borys - oprowadził nas po najciekawszych obiektach i opowiedział trochę anegdot z podróży i pobytu w Picarquin. Niektórzy zarazili się tutejszą manią - handlem zamiennym. Inni zwiedzali Wioskę Globalnego Rozwoju - zestaw miejsc programowych, organizowanych przez różne organizacje skautowe i międzynarodowe (ONZ, UNICEF, WHO, Czerwony Krzyż), gdzie można było podyskutować, poeksperymentować, spróbować rękodzieła. Na zboczach pobliskich wzgórz rozlokowały się kaplice różnych wyznań, gdzie oprócz udziału w nabożeństwach, uczestnicy mogli dowiedzieć się czegoś o innych niż swoja religiach. A za górką znajdowało się jezioro, gdzie odbywałyby się zajęcia wodne, gdyby ... nie wyschło. To był rekordowo suchy rok w Chile!
    Niestety jeden dzień to bardzo mało - zanim się obejrzeliśmy, już trzeba było wracać, co okazało się nie być takie proste. Nie chcieliśmy się rozdzielać na mniejsze grupy, gdyż w Santiago czekały nas jeszcze zakupy prowiantu na pobyt w Andach. Z tego samego powodu nie mogliśmy czekać 2 godziny na autobusy zlotowe. Po kilku próbach dowiedzenia się, jak się stąd można wydostać, jakiś sympatyczny facet, jeden z niewielu mówiących po angielsku, załatwił nam dojazd do głównej drogi. Było to coś w rodzaju transita, pozbawione siedzeń, prowadzone przez faceta z profesjonalną kamerą, który niby był stamtąd, ale po hiszpańsku mówił słabiej niż my. Na szczęście miał fantazję ułańską i zaproponował nam podwiezienie do rogatek Santiago. A jako że nie miał licencji na wożenie tylu pasażerów, kazał nam siedzieć cicho i udawać, że nas tam nie ma. A sam przy pomocy krótkofalówki podsłuchiwał policję, żeby uniknąć niespodzianek. Do centrum dojechaliśmy w miarę sprawnie i mogliśmy rozpocząć kolejny rozdział naszej Wyprawy - ZAKUPY.

powrót na początek strony
Ta strona mogła powstać dzięki uprzejmości firmy Tytanet

Wszelkie pytania i uwagi odnośnie wyprawy lub strony należy kierować do Pawła Kwaśnika
Kraków  V 1999r.